Muchomory w Muchorowie. Tam spędziłam kawał życia dziecięcego. W krzakach bzu budowałam z kuzynami, kuzynkami swoje imperium. Piękny sklep miałam. Do drzewa była przyczepiona deseczka- chluba domo-sklepu. Kroiło się na niej strawę z mleczy, polnego kwiecia. Kompoty swoje pierwsze robiłam. Z czerwonej porzeczki i z agrestu. Sposób miałam na to taki- do woreczka włożyć owoców garść i dobrze ugnieść;) Gotowe. Lepiej nie pić. I danie absolutnie niejadalne i dzięki bogu, rozsądkowi, rodzicom- z jakiś przyczyn nigdy nie konsumowane prze ze mnie- danie z muchomorów. Czym łąka bogata. W to wszystko można było się zaopatrzyć w moim sklepie za bagatela kilka liści bzu.
Tymczasem szykujemy się na wiosnę. Na "pik pik" jak to mawia pan B. . Tak też mamy już koc piknikowy "PIK PIK"czerwony w duże białe grochy i poduszkę chmurkę, na której zachowaliśmy filcowe muchomory. Bo będziemy je podziwiać w naturze. I wiedzę, myślę trzeba przekazać, że jadalne one nie są.
Lowamy czerwień, paski i kropy! <3
OdpowiedzUsuńAch, cieszy mnie to! Ja już się doczekać nie mogę zapakowania się na trawę z naszym niezbędnikiem piknikowym! Już obmyślam, co jeszcze by nam w kropki takim niezbędnym towarzyszem mogło być...
OdpowiedzUsuń