Szkoda, że rozpoznaję zebrę, lwa, żyrafę, baobab, piękne są, nie wypieram się, ale kawka, wrona, szpak, te za winklem ptaki podziwiane, plączą się w nazywaniu!
Czas na przyrodę w pobliżu!
Pomaga mi atlas ptasie radio KLIK. To źródło warte zapoznania. Robimy małą objazdówkę po głosach ptaków.
To zawsze było naturalnym odruchem pana B. Dotykanie liści, traw, zieleniny, konsumowanie, rozcieranie, wcieranie. Ja tylko na straży z zapytaniem, czy to alby nie trujące jest?
W książce żadnej w tak słoneczny majowy poranek nie ma tyle zieleni i świeżości, co w tych liściach. Zresztą w książkach niekoniecznie o to chodzi. Tak poznajemy na wiosnę kolory, faktury, kształty i przy okazji jak obchodzić się z takimi skarbami, pan B. uczy się, że zamiast zrywać możemy np dotknąć, pogłaskać. Pokusa wielka co by sobie szarpnąć co nieco!
Natura niezastąpiona i jak zawsze inspiracja niezawodna.
Dla takich widoków i zapachów wychodzenie na pierwszy spacer ranny jest jeszcze przyjemniejsze!
fajną będzie miał kiedyś Bruno lekturę na tym blogu, jak już duży będzie... zazdroszczę mu troszkę:)
OdpowiedzUsuńi mam nadzieję, że niedługo jakiś wpis ze stolicy się pojawi:)
Mam nadzieję, że go to ucieszy kiedyś, kiedyś, chociaż już sobie razem oglądamy zdjęcia;)
OdpowiedzUsuńSzykujemy się, się stęskniłam, niby tu powietrze, przestrzeń, lasy, jeziora, ale tam kawał życia i tak tęskno za tym kawałem...