Odkąd to małe bezbronne dziecię tuliłam, tulałam, przebierałam, karmiłam zastanawiało mnie, jak to możliwe, że z tych 56 cm wyrośnie człowiek o jedynym i niepowtarzalnym wyglądzie i zacznie się ze mną porozumiewać w nieco bardziej przystępnej formie, zwanej mową, w której pojawiają się słowa znane powszechnie i te podobne chociaż do tych znanych- w tej kategorii to mnie przypadło rozumieć próby odtwarzania konkretnych słów z pominięciem małego co nieco z takowego słowa .
I stało się. Jakieś dwa miesiące temu z pierwszych słów pan B. szarpnął się na dwa słowa jednocześnie: "daj bukę" czyli daj bułkę. Zakup chałki drożdżowej, którą razem nieśliśmy do domu i zjedliśmy, niespodziewanie otworzył nowy etap mowy. "Daj bukę" wydobyło ze mnie śmiech, radość, podskoki też były... Po czym pan B. odkrył, że nadaje się ten numer z buką na uruchamianie w mamie uśmiechów, wspólnego śmiania, kiedy tylko pada magiczny zwrot z jego ust.
Dziś pan B. ma 1,5 roku i jego zwrotem ulubionym jest : "co jobisz?", "djaczego?" "aaa co aaaa jobisz djaczego?", a ja coraz częściej splątanym językiem staram się sprostać pytaniu, bo coś mi się zdaje, że te osiemdziesiąt parę centymetrów wysokości, swojego rozumienia świata nabywa, ściemy być nie może, ot i przyszło teraz rozprawić się ze swoją wiedzą o świecie.
Taka ta nasza wiosna. Będziemy konwersować! A dlaczego? A co robisz?:)