czwartek, 15 sierpnia 2013

nie działa, nie szkodzi

Mój aparat leży z otwartym obiektywem, czeka, na ręce, które leczą, co by mógł w końcu zamknąć przekrzywioną soczewkę. Tymczasem nieswojo mi bez aparatu przy sobie. Zbyt delikatnym się okazał na warunki panujące w naszym świecie żądnym notatek. Dziś to ten dzień, kiedy dobrym opałem dla mnie będą słowa, bo, że w życiu mamy na pełnych obrotach muszę mieć jakiś sekundnik, wychwycenie tych sekund z życia z synem tornado być musi, inna perspektywa, choćby żabia. Musi być. Poza tym uwielbiam pamiętać, zapamiętywać jego pierwsze, drugie zwroty, wypowiedzi. Bo toż nie samym szyciem żyjemy. My tu "jozmawiamy". Zapytuję go:
"- Jesteś żuczkiem, wróbelkiem, czy wilkiem?
- Wylkem. Dzik.  Dziki wylk". I dodam, że jam wobec syna jest dziki ślimak, który zdziczał, żeby za wilkiem nadążyć, a który jednak musi mieć i refleks, co by w porę zatrzymać małą silną rękę władająca łopatką nad głową pana zażywającego relaksu w wodzie jeziornej. Bo tam przecież każdy ma prawo sobie zażywać. I nie mogę zrozumieć dlaczego to tak jest skonstruowane, że dla człowieka wciąż jeszcze rocznego, jak mi to chłopiec pięcioletni objaśnił, że skoro brak Panu B. miesiąca do dwóch lat, to on ma jeszcze wciąż 1 rok (no przecie), świat jest nieprzychylny, zamknięty na jego żywiołowość, spontaniczność. Bardzo sporadycznie wyrozumiały, wręcz okolicznościowo. I tym samym nie wiem dlaczego tak trudno znaleźć za rogiem stowarzyszenie na rzecz matek uciemiężonych szybkim tempem poruszania się dziecka, które jednocześnie wprawia bardzo sprawnie w ruch to i owo (czytaj mamę, mamusie, matkę). I wiem z pełną odpowiedzialnością i zaciągniętą wiedzą w terenie też, że nie wszystek dzieci na tym świecie tak szybkie, ukierunkowane na detal. Tym samym jako mama zaczynam zauważać, wyglądać i pożądać balustrady przy schodach, szczególnie takiej prowadzącej na 4 piętro,  na poziomie małego dziecka, które też by mogło mieć się czegoś stabilnego chwycić, nie wycierać wszystek ze schodów wychodzonych piasków, gum zżutych, wyplutych, nie uratowanych ciastek.
I myśl mnie jedynie ta ratuje, że w warunkach miejskich, tj. bez ogrodu pod domem, lasów za płotem, przestrzeni nie połamanej ulicami, nie ominę inaczej, niż dotrwaniem lat 3, 4. Czyli się zbliżamy świecie obecnie niedostępny.        .                    .

6 komentarzy:

  1. Łączę się w bólu, bom sama mamą istoty wszędobylskiej i wszystkociekawskiej co cieszy acz bywa też mordercze czasami ;) Pozdrawiam eksplorującego świat wciąż jeszcze roczniaka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łaj,pytam ja się? takie szybkie to? A matka taka nie szybka czasem? Choć wolna nie jest:) I człowiek jeszcze kocha bezgranicznie takiego urwisa!

      Usuń
  2. Z moich doświadczeń wynika, że żywiołowość nie minie... lecz Matka się z czasem wyluzuje i oswoi, a i dzieć zrobi się ODROBINĘ, ODROBINECZKĘ bardziej uważny ;)
    ach!
    P.S. Pierwsze słowa, sformułowania, pogaduchy... uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ło matko święty" jak mawia mój syn...
      Pierwsze, drugie słowa są boskie są, ja się nasłuchać nie mogę, nic tylko notuję;)

      Usuń
  3. Magda, wszak język Twój jest boski! pisz więcej!

    OdpowiedzUsuń